DWA
TYGODNIE PÓŹNIEJ
Postanowiłaś
zobaczyć kto do ciebie dzwonił ,trochę się tego uzbierało:
7
nieodebranych od Louisa,
5
od Harrego,
8
od Nialla,
41
od Liama,
21
od Zayna
4
od Astrid
i
3 od mamy.
Twoje
serce się cieszyło, twoi przyjaciele tak się o ciebie martwią. Twoja mama
dzwoniła. Postanowiłaś oddzwonić.
-Mamo?
Dzwoniłaś?
-Córeczko co się z tobą działo? Tak się o ciebie
martwiłam.
-Myślałam ,że
już się nigdy nie odezwiesz. Tak się za tobą stęskniłam.
-Córuś , chłopacy ,cały czas dzwonią do mnie i się o
ciebie pytają. Astrid u mnie zamieszkała i mi o wszystkim powiedziała.
-Mamo u mnie
jest wszystko ok… Zaraz ,zaraz Astrid mieszka u ciebie?
-Tak. Ona tak jakby mi cię zastępuje. Jest już w 3
miesiącu ciąży.
-Mogę z nią
porozmawiać?
-Przykro mi właśnie jest na zakupach.
-Dobrze. Mamo
muszę kończyć odezwę się później.
-Do usłyszenia kochana.
-Pa.
Usiadłaś na fotelu. Wzięłaś do
ręki gazetę i zaczęłaś czytać. Natknęłaś się na artykuł o One Direction.
„Dziewczyna Zayna zniknęła i nikt nie wie co się z nią dzieje. Chłopak wciąż
jej poszukuje. Natomiast dziewczyna
Liama jednak żyje ,chłopak do niej wrócił. Louis ,Niall i Harry pracują nad
nowym teledyskiem.” Czułaś ,że serce pęka ci na milion drobnych kawałeczków. Liam
jednak cię nie kochał. Po chwili ktoś zapukał do twoich drzwi.
-Dziś
nie czynne!- krzyknęłaś.
Ktoś
zapukał ponownie.
-Dziś
jest nie czynne!!!
Znowu
ktoś zapukał. Po czym drzwi się otworzyły. Ktoś wszedł do salonu. Ty siedziałaś
zapłakana w fotelu i miętosiłaś gazetę.
-Jowi…
Czemu płaczesz?
Wiedziałaś
,że to on ,tylko on ma taki głos ,który powoduje ,że przechodzi przez ciebie
dreszcz. Teraz ten głos był ochrypły i smutny. Wstałaś i zaczęłaś płakać. Mocno
za nim tęskniłaś.
-Zayn…
idź z tą proszę… sio :c
-Nie. W
końcu cię znalazłem. Zrozumiałem ,że mogłem cię stracić na zawsze…
Spojrzałaś
na niego. To nie był już ten sam chłopak co kiedyś. Strasznie się zmienił. Schudł, twarz miał nie
wyraźną, bladą, oczy lekko przekrwione, włosy roztrzepane. Sięgnął do kieszeni i wyjął granatowe
pudełeczko. Klęknął na kolano i otworzył pudełko, w środku znajdował się
malutki pierścionek z diamentem.
-Jowito,
czy zechcesz mnie poślubić- zapytał słabym głosem.
Spojrzałaś
mu głęboko w oczy i pod wpływem emocji zgodziłaś się. Mogłaś właśnie popełnić
największy błąd w swoim życiu ,ale kochałaś togo chuja. Pragnęłaś go jak
dziecko wymarzoną zabawkę. Miałaś dopiero 16 lat ,ale co ci może szkodzić. Mocno
go przytuliłaś.
-Chyba
zwariowałam.
-Możliwe
,ale obiecuję ,że będziemy idealny małżeństwem.
-Możliwe
,ale najpierw musisz się trochę ogarnąć.
-Okeej.
-A
dzieci?
-Co
dzieci?
-Czy
chciałbyś mieć dzieci?
-Tak
,ale najpierw synka ,a później córkę.
-Dlaczego?
-By syn mógł by bronić swoją młodszą siostrę.
-o
to słodkie. Ale dopiero jak będę pełnoletnia.
-Ok.
chyba wytrzymam tyle.
-Zayn
,a wytłumaczysz mi co z Liamem?
-Liam
wrócił do Isabell. Ona musiała udawać ,że nie żyje ,by ochronić się przed jej
byłym…
-A
co z resztą?
-Louis
szuka sobie dziewczyny, Niall czeka na poród jego mamy, a Harry ma dziewczynę.
-Ooo…
Kogo?
-Jakąś
Clarice…
-Czyli
im się układa… Ale ja nie mam zamiaru się stąd wyprowadzać. Tu mi pasuje…
-A
możemy się do ciebie wprowadzić?
-Ale
chłopacy zamieszkają w szopie.
-Ha
ha. Okeej.
Uśmiechnęłaś
się serdecznie do Zayna.
-Zayn,
muszę ci coś powiedzieć… -zaśmiałaś się.
-Co
takiego?
-To
nie jest nic ważnego chodzi po prostu o moje imię.
-Co
z nim nie tak?
-No
,bo ja tak naprawdę nazywam się Evangeline. Używam imienia Jowita ,bo taki jeden mnie ścigał i chciał zabić...
-Ono
było cudowne. Nazwiemy tak naszą córkę.
-Na
pewno chcesz ją tak nazwać?
-Tak.
Nasza córeczka będzie nazywać się Evangeline. Nasza córeczka… To tak pięknie
brzmi…
TYDZIEŃ
PÓŹNIEJ
Chłopacy
się wprowadzili. Dorobiliście kilka pokoi. Nie zgodzili się zamieszkać w
szopie. Liam często na ciebie patrzył ,a ty nie zamieniłaś z nim słowa od
trzech tygodni. Nie możesz na niego patrzeć. Wprawdzie masz już narzeczonego i
cieszysz się ,że Liam jest szczęśliwy ,ale niedawno mówił ,że cię kocha.
Najwyraźniej chłopak dobrze udaje. Właśnie zaczynała się prawdziwa jesień.
Różnokolorowe liście spadały z drzew i tworzyły piękny dywan na podwórku.
Zabrałaś się z chłopakami za ich grabienie. Liam (Li) na ławce migdalił się z
Isabellą. Nie znałaś jej. Nie wymieniłyście ze sobą ani jednego słowa. Podczas
grabienia zaczęliście rzucać się liśćmi. Louis robił wam zdjęcia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz